top of page

Piątek 26 Kwietnia 2024

  • filippuczka
  • 26 kwi 2024
  • 3 minut(y) czytania

Wczoraj zasnąłem chyba o 23:00, zaraz po tym jak Diana napisała zapytanie skąd wziąłem ziarna do ogródka. Ech bez komentarza. Wstaje o 7:00, prysznic, jajecznica, guacamole. Leje i jest zimno. Chyba pierwszy taki mroczny dzień. Jadę do URA (skarbówka). Biuro jest w miarę niedaleko. Ale za to po wertepach takich, że jest to bardziej asfalt w dziurach niźli dziury w asfalcie. Uwielbiam. Biuro znajduje się na pierwszym piętrze, przed drzwiami wojskowy spisuje petentów. Ja wiem, że wszyscy chcą okraść skarbówkę, ale to chyba nie tak. Pani obsługująca mnie ma na sobie maskę kowidową, mówi tak cicho jakby strzegła tajemnicy państwowej i jeszcze mamrocze do tego. Muszę zapuszczać żurawia żeby cokolwiek usłyszeć. Informuje mnie, że coś spieprzyli w biurze w Mukono, jak byliśmy z Nathanem. Jak tego nie odkręcą to nigdzie się nie ruszymy z naszą sprawą. A miało to zająć jeden dzień, już to widzę. Dziękuję pani, spisuje numery. Pisze wiadomość do Sedracka, że to już jest poza moimi kompetencjami, że tu proszę są wszystkie hasła i numery, wraz z numerem tego który to wszystko spieprzył i prosiłbym o odpieprzenie tego wszystkiego. Nie ma problemu, już się tym zajmuje. Dobra jedno z głowy. Jadę do mojego ogólnonarzędzowego po kupę plastiku do hydrauliki. Nie mają połowy rzeczy. Pytam pana co mnie obsługuje czy wie, gdzie jest jeszcze jakiś inny sklep podobnego pokroju. A tu zaraz koło nas. Pokazuję mu google mapsy. Nie wiem nawet czemu. Miejscowi nie mają pojęcia jak ich się używa. On sam przyznaje, że nie wie co ja mu pokazuje. Miało być 50 metrów od mojej obecnej lokalizacji. Było 5 kilometrów. Znajduje w końcu mekkę hydraulików. Cały sklep prowadzony przez Hindusów. W każdym kącie mała kapliczka dla jakiegoś bóstwa z kadzidełkami i innymi wonnościami plus po 20 świeczek. W głośnikach rzężenie i zawodzenie Bollywoodu z lat 70. Dostaje to czego mi brakowało. Wracając do domu Mojżesz zalewa mnie pytaniami i problemami. Ubezpieczyciel chce się wykręcić od płacenia ubezpieczenia i trzeba ogarnąć jakieś dodatkowe papiery. Następnie tworzy jakiś dziwny pięciokąt pomiędzy mną, nim, Dianą, Ivanem i facetem od papryczek. Eseje-widomości. Zaczyna się audiotele do Filipa. Dołącza się Nathan i jeszcze paru innych. Każdy coś chcę. W Anglii się mówi w takich okolicznościach: „today everybody wants a piece of me” – dzisiaj każdy chce kawałek mnie. Albo inaczej, wszyscy zawracają mi dupę. Wracam do domu z ciągle dzwoniącym telefonem. Mojżesz prosi żebym zajechał do szpitala i poprosił o historię leczenia. Nie, nie można zadzwonić. Jadę jak szalony. W środku mówią, że oni mi nie pomogą. Dają mi dwa numery i mam dzwonić. Próbuje przekierować to zadanie na Mojżesza. Niestety żaden z tych numerów nie jest obecny na Whatsappie. Zadanie znowu spada na mnie. Dzwonię, pytam, czy można? Nie można, bo nie jestem z rodziny, musi sam napisać mejla. Przekładam na Mojżeszowe. On po 5 minutach dzwoni, czy mogę zadzwonić do tego centrum co mnie leczył i spytać o Kennedyego. Żeby podrobił dokumenty. Znajduje numer i przekazuje dalej. Już mam dość. Wskakuje po raz kolejny do sklepu, bo znowu mi czegoś tam brakuje. Korki zaczynają się zagęszczać a ja robię się głodny jak wilk. W końcu docieram do domu. Dzwonie do M i mówię mu co i jak i każe mus się wypałować.  Ma se sam załatwiać, ja mam wystarczająco nakładzione. Wracam do garażu. Wyciszam telefon i siedzę z Jayem i łączymy rurki. Schodzi nam dobre 3 godziny. W końcu, każdy tank ma piękne podłączenie wszystko jest modularne i ma sens. Jesteśmy wyczerpani. Udało mi się w międzyczasie sklecić jakąś kurę z piekarnika. Zjadamy wszystko, porcja lekko na 4 osobową rodzinę znika. Kiedy już wydaje mi się, że mam ten dzień z głowy, pod bramą dobija się jakiś facet. Zapominałem na śmierć, że miał do nas wpaść ktoś kto pokazałby nam jak się obsługuje tą nieszczęsna folię termokurczliwą. Uprzejmy młody pan, nie pokazuje nam niczego nowego. Próbujemy różne grubości, obstajemy przy średniej. Kiedy wydaje się, że wyczerpaliśmy temat po 15 minutach, zostaje utwierdzony w przekonaniu, że ten dzień się nie skończy. Chłop jest wieczny, powtarza to samo 7 razy. Chce gadać o dupie Maryny a ja chcę mordować. Żadne europejskie metody na wyproszenie gościa nie działają. Żadne jęki, stęki, wykrzykniki typu: No! No, to! To, ten tego! – nie działają. Daje mu 20k do ręki na taksówki w obie strony. Chyba godzina nam zeszła na wymęczenie go z posesji. Ufff. Jay już siedzi jak mysz pod miotłą w pokoju, żeby go przypadkiem nie zauważył. Cwaniak. Mam po dziurki w nosie tego dnia. Dzięki bogu jutro sobota, wszystko zwolni. Ja mam dość, ja się odmeldowuję. Proszę nie dzwonić:

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Czwartek 25 Kwietnia 2024

Zaczynam dzień od standardowej owsianki. Jak dla mnie. Jay po posiłku leży na podłodze w kuchni i nie może się ruszyć. Śmieję się z niego...

 
 
 
Środa 24 Kwietnia 2024

Wstaję skoro świt bo muszę jechać do Nathana. Ma mi pomóc z urzędem skarbowym. Jest można by powiedzieć zimno, ubieram długie spodnie....

 
 
 
Wtorek 23 Kwietnia 2024

Zaczynam dzień od owsianki na pełnym wypasie. W połowie gotowania wbija się Ronald ze swoim pomagierem. Wymieniają alternator z...

 
 
 

Comentários

Avaliado com 0 de 5 estrelas.
Ainda sem avaliações

Adicione uma avaliação
bottom of page